Zdarza ci się zacząć spokojną rozmowę, która po pięciu minutach zamienia się w pole bitwy? Albo wręcz przeciwnie – chcesz coś wyjaśnić, a w odpowiedzi napotykasz tylko chłodny mur milczenia. Staracie się. Macie dobre intencje. Ale z jakiegoś powodu znowu lądujecie w tym samym miejscu. To właśnie to powtarzające się błędne koło w relacjach sprawia, że czujemy się tak bardzo samotni, nawet będąc we dwoje.
Czasem dominującym uczuciem staje się narastająca frustracja. Zadajemy kolejne pytania. Chcemy to rozwiązać tu i teraz. Podnosimy głos nie po to, by kogoś zaatakować, ale dlatego, że mamy dojmujące poczucie, iż druga strona nas nie słyszy. Za tą złością najczęściej kryje się ogromna potrzeba kontaktu i ogromny lęk przed odrzuceniem.
Innym razem czujemy potężne przytłoczenie. Wtedy milczymy. Kolejne słowa partnera zlewają się w szum. Ciało się napina, a jedynym sposobem na przetrwanie tego napięcia wydaje się wycofanie. Odcięcie. To nie jest obojętność, choć z boku tak właśnie może wyglądać. To mechanizm obronny, który włącza się, gdy emocji wokół jest po prostu za dużo.
Wtedy pojawia się bezsilność. Mamy wrażenie, że mówimy zupełnie różnymi językami. Każda próba naprawienia sytuacji kończy się jeszcze większym bólem. Oboje bardzo chcemy uratować tę relację, ale narzędzia, których do tego używamy, uderzają w najczulsze punkty partnera.
Kiedy ostatnio poczułeś, że pod waszą kłótnią o niepozmywane naczynia kryje się zupełnie inny, dużo głębszy żal?
Czym jest błędne koło w relacjach?
Aby móc to zatrzymać, potrzebujemy przyjrzeć się temu, jak na siebie wpływamy. W terapii par nazywamy to często dynamiką lub schematem.
Błędne koło w relacjach to powtarzający się schemat komunikacji, w którym reakcja obronna jednej osoby automatycznie wyzwala lęk i kolejną reakcję obronną drugiej.
To układ, w którym zachowanie partnera, zamiast dawać nam bezpieczeństwo, staje się dla nas zagrożeniem. Przestajemy wtedy słuchać, a zaczynamy wyłącznie walczyć o przetrwanie.
Dlaczego jedno z nas potrzebuje bliskości, a drugie dystansu?
Często wpadamy w pułapkę całkowitego niezrozumienia swoich reakcji. Jedna osoba w relacji zazwyczaj próbuje za wszelką cenę utrzymać bliskość. Napiera, dopytuje, domaga się uwagi. Robi to, ponieważ bliskość jest jej sposobem na uspokojenie wewnętrznego lęku.
Druga osoba reaguje inaczej. Potrzebuje przestrzeni. Kiedy czuje presję, robi krok w tył. Dystans pozwala jej odzyskać kontrolę i poczuć się bezpiecznie.
Problem polega na tym, że te dwa mechanizmy nakręcają się nawzajem. Im bardziej jedno z nas napiera, tym bardziej drugie się wycofuje. A im bardziej drugie ucieka, tym mocniej pierwsze próbuje nawiązać kontakt. Zamiast się spotkać, mijamy się w ogromnym napięciu.
Co by się stało, gdybyście na chwilę przestali patrzeć na to, kto z was krzyczy, albo kto milczy, a zobaczyli to, czego oboje tak bardzo się boicie?
Jak terapia par pomaga wyjść z tego schematu?
Kiedy tkwimy w takiej dynamice od lat, bardzo trudno jest wyjść z niej o własnych siłach. Właśnie w takich momentach pomocna okazuje się terapia par.
Celem terapii par nie jest ustalenie, kto ma rację, ale zrozumienie wzajemnych emocji i ukrytych potrzeb obu stron.
Kiedy spotykamy się w gabinecie, nie jesteśmy tam po to, by się oceniać. Nie szukamy winnych ani pokrzywdzonych. Widzę przed sobą dwoje ludzi, którzy po prostu bardzo się pogubili w tym, jak się ze sobą komunikują. Moja rola polega na byciu bezpiecznym lustrem dla waszego związku.
Zwalniamy tempo. Zaczynamy powoli odszyfrowywać wasz język. Tłumaczymy złość na lęk przed porzuceniem. Tłumaczymy wycofanie i milczenie na strach przed oceną i zalaniem emocjami. Zyskujecie bezpieczną przestrzeń, by wreszcie usłyszeć siebie nawzajem – bez przerywania, bez ataku i bez obrony.
Bliskość rzadko znika z dnia na dzień. Po prostu czasem zasypują ją warstwy nieporozumień, zmęczenia i nieodczytanych intencji. Być może to, czego dzisiaj najbardziej potrzebujecie, to nie kolejny logiczny argument, ale bezpieczna przestrzeń, by znów zacząć się rozumieć.
Czy każda kłótnia w związku oznacza poważny problem?
Nie. Różnice zdań to całkowicie naturalna część bycia razem. Trudności i kryzys pojawiają się wtedy, gdy kłótnie w związku stają się powtarzalnym schematem, którego nie potraficie przerwać, a oboje czujecie się w nim niesłyszani i samotni.
Co zrobić, jeśli tylko jedno z nas chce pójść na terapię par?
To bardzo częsta sytuacja. Czasem jedno z partnerów potrzebuje więcej czasu, by poczuć się bezpiecznie z pomysłem otwarcia się przed kimś trzecim. Warto wtedy spokojnie porozmawiać o swoich potrzebach, bez wywierania presji. Można też zacząć od konsultacji indywidualnej, by przyjrzeć się własnym reakcjom w tym relacyjnym schemacie.
Czy terapeuta powie nam, czy nasza relacja ma sens?
Nie. Decyzja o ewentualnej przyszłości związku zawsze należy wyłącznie do was. Zadaniem terapeuty jest pomóc wam zrozumieć, co naprawdę dzieje się pod powierzchnią waszych konfliktów, abyście mogli podejmować świadome decyzje, a nie po prostu reagować z automatu.